środa, 30 października 2019

Smaczny afrodyzjak z morza



Kalmary zaczęliśmy jeść dosyć późno, a to z prostej przyczyny – za komuny ten specjał nie był dostępny i nawet nie wiedzieliśmy, że takie coś istnieje. Kiedy już dało się je kupić, to przyrządzanie ich wydawało się proste, ale pierwsze próby zakończyły się nienajlepszym efektem. Trzeba wszak dobrze wymierzyć czas obróbki.

dania z owoców morza
Konsumować to danie zaś naprawdę warto. Oczywiście, pierwsze o czym myślimy, to walory smakowe owoców morza. Ale poza tym – przecież to czyste mięsko. Zero tłuszczu, ości, czy innej nieprzyjemnych dodatków. To cenne źródło pełnowartościowego i łatwo przyswajalnego białka. Posiadają dużą ilość witamin z grupy B oraz jodu, selenu i fluoru. Trochę mniej też żelaza, cynku i magnezu. Są również naturalnym afrodyzjakiem!
No i przywodzą nam na myśl wakacje w cieplejszych miejscach...

Pokrojone w krążki "tuby" tych głowonogów to chyba jeden z bardziej popularnych produktów z rodziny owoców morza. Obecnie można dostać nawet już prawie gotowe, panierowane, oczekujące tylko na kilkuminutową „kąpiel” w gorącym oleju. Też korzystamy, kiedy trzeba podać coś szybko, ale nie ma to jak świeże, przygotowane od podstaw przez siebie samego.

________________________________

Porównaj ceny przetworów w Ceneo
________________________________




W praktyce nie da się w naszych warunkach dostać takich niedawno złowionych. Chyba, żebyście byli na wczasach w Grecji czy w Hiszpanii. Ale jest pewien trik, który pomaga zachować, czy też raczej odtworzyć ich jędrność. O tym poniżej, w przepisie.

Podstawowym problemem, na który napotykają początkujący, jest czas. Trzeba utrafić tak, aby kalmary były w sam raz. Inaczej będą gumowate, po prostu nie do jedzenia. My z reguły trzymamy je w oleju ok. 3-4 minut, ale kiedysą gotowe widać po kolorze, muszą być lekko złote. Na pewno nie ciemno brązowe!
Istnieje też metoda duszenia ich długo, w sosie (problemy pojawiają się zaś wtedy, kiedy gotujemy je średnio długo). Jeżeli wybieramy tę metodę, to przed wyjęciem dobrze jest kalmara nakłuć wykałaczką, aby sprawdzić, czy jest z powrotem miękki.
Można też grilować. Wtedy nie kroimy w krążki, a na ruszt kładziemy całe tuby kalmarów, osuszone, ponacinane ukośnie i posmarowane oliwą. Taka metoda wymaga grilowania trzy minuty z jednej i drugiej strony.
Kalmary można wreszcie faszerować. Nadzienia to już kwestia fantazji, choć prosi się coś w typie śródziemnomorskim. Przy tej metodzie tuby kalmarów obsmażamy, a później dusimy w sosie.
My jednak skoncentrujmy się na wersji podstawowej.

Kalmary smażone na głębokim oleju

Składniki: 800 g kalmarów mrożonych, 400 gram mleka, mąka, sól, cytryna.
Wykonanie. Jak wiadomo, mleko jest powszechnie używane, aby zachować delikatność mięsa podczas obróbki kulinarnej. My ten sposób wykorzystamy przy kalmarach, na które też działa i zmiękcza ich strukturę. Mleka dodajemy pół z tego ile mamy kalmarów – stąd na 800 g mrożonego „seafoodu” dajemy 400 ml mleka. Na taką ilość trzeba dodać też pół łyżeczki soli. Całość odstawiamy na 12 godzin do lodówki (lub na noc).

Oczywiście jeżeli mamy świeże kalmary z marketu rybnego, pomijamy to wszystko, ale wtedy trzeba je oczyścić – nie zapominając o usunięciu tego co w środku i struny grzbietowej! Inna sprawa, że kąpiel w mleku i wtedy im nie zaszkodzi...

Kiedy kalmary już zmiękły, odsączamy je przez 30 minut i doprowadzamy do temperatury pokojowej. Pomagamy sobie jeszcze ręcznikiem papierowym – powinny być naprawdę osuszone, aby za chwilę nie pokryć ich papką, tylko mąką.
Zasadniczo nada się zwykła mąka pszenna, ale jeszcze lepiej, gdyby udało się znaleźć specjalną mąkę do smażenia (jak hiszpańska Harin). W UK znana jest metoda dodawania mąki kukurydzianej, aby stworzyć tzw. "crispy batter", względnie używania mąki ryżowej zmieszanej z semoliną.
Olej – ale najlepiej oliwę extra virgin – nagrzewamy do temperatury 170C. To zanim zacznie się dymić. Smażymy po kilka sztuk, aby nie sklejały się ze sobą. Mają być złote, ale nie brązowe.
Podajemy z ćwiartkami cytryny oraz z sosem tysiąca wysp lub Aioli. Smacznego!

Anna Przybyło