czwartek, 24 stycznia 2019

A jednak zjadliwe



Nie da się ukryć, że karmimy siebie i czytelników raczej daniami spoza Wysp. Powodów jest wiele. Jednak nie jest też tak, abyśmy potrawy brytyjskie całkiem pomijali w swoim menu. Miejscowi mają parę ciekawych propozycji, zwłaszcza, jak je wzbogacić po swojemu. Więc tym razem w naszych opowieściach kulinarnych pora na co coś typowego, a zarazem dość przystępnego do Polaka.

kiełbaski po angielsku
Jest parę dań kuchni brytyjskiej, które jadamy z przyjemnością i systematycznie. My, Polacy, spożywamy np. kiszkę. Stąd dość łatwo nam przekonać się do haggisu, co nie nie tyczy się wielu innych narodowości. A że do tego to kiszka specyficzna i bardzo smaczna, to tym lepiej.
Pewniakiem jest English breakfast. No, może nie musi być full, bo czy będzie tam np. hash brown to nas ani grzeje, ani ziębi. Jednak ogólnie jest to zestaw znakomity. Wiadomo, że śniadanie powinno być „królewskie”. Ma dać siły na cały dzień. Przydaje się nawet w sytuacjach skrajnych – wielu zaleca go na kaca. Oczywiście, jeżeli „ofiara” własnego pragnienia da radę w ogóle jeść...

Zwłaszcza, że to śniadanie zawiera rzeczy, które nam i indywidualnie smakują. No bo jajka to w każdej postaci. Kiełbasy to my lubimy (można tu ciut zmodyfikować i dać lepsze), boczuś - czemu nie? Grzyby też goszczą często w naszej kuchni, zaś baked beans, to taka „goła” fasolka po bretońsku. Z kolei pogrzany pomidor występuje tu w najlepszej dla siebie postaci, choć bowiem smakowo wolimy surowy, to jednak taki ma świetne właściwości prozdrowotne.
Tyle tylko, że z tym trzeba uważać. Jest tu sporo tłuszczu i do tego powinno być smażone. Jadamy więc English breakfast, ale raz na tydzień, w niedzielę. Można też nieco zmieniać składniki i podać np. jajka ugotowane na parze, kiełbaski i boczek z pieca i jeszcze poodcinać od niego nadmiar tłuszczu.

Inne pozycje pozycje brytyjskiej kuchni to shepherds pie i cottage pie. Przyznamy się, że nie mieliśmy do tego zaufania, kiedy to zobaczyliśmy i przeczytaliśmy składniki. Nieatrakcyjne prostactwo. No ale cóż, doszło do paru drobnych zmian, czy też raczej uwzględnienia kilku dodatków i danie jest znakomite! Może już nie zasługuje nawet na swoją oryginalną nazwę, ale wciąż będzie to jakieś pie, tyle że bardziej przemawiające do podniebienia.
Dzisiaj jednak o czymś innym. Potrzeba było zrobić coś szybkiego, co dzieci i lubią i co dla nas nie będzie nijakie. Więc na warsztat wzięliśmy sausages & mash. Oczywiście z naszymi ulepszeniami i wskazówkami co sprytniejszych brytyjskich chefs.

Sausages & mash

Składniki: 12 kiełbasek lepszych niż wersja value, kilka ziemniaków, 1-2 cebule (użyliśmy też pół czerwonej), 2 łyżki oleju, pół litra bulionu, dwie łyżki mąki pszennej, łyżeczka vegety, łyżeczka sosu Worcester, pół łyżeczki musztardy Dijon, łyżeczka cukru, 1 liść laurowy, 3 angielskie ziela, pieprz, łyżeczka słodkiej papryki, łyżeczka majeranku.
Wykonanie. Ziemniaki ugotować, ubić na puree z łyżką mleka i 1/2 łyżeczki tartego czosnku. Kiełbaski obsmażyć w rondlu (dobrej jakości) na jasnobrązowo. Pozbierać je następnie, odłożyć na bok, na tym samym tłuszczu obsmażyć cebulę. Kiedy zacznie łapać brąz, oprószyć mąką. Zasmażkę potrzymać minutę, dwie i rozprowadzić zimnym bulionem. Dodać pozostałe składniki (przy czym majeranek dopiero pod koniec). Kiedy sos się zagotuje, wrzucić kiełbaski. Poddusić na średnim ogniu. Kiełbaski wyłożyć na talerze, obok ziemniaków, całość podlać powstałym sosem.
Smacznego!