Egzotyczne

_________________________________________________________________________________


Kuchnie azjatyckie bardzo lubimy i nie jesteśmy w swoich upodobaniach jedyni. Znamy podstawowe cechy tych bardziej kontynentalnych, o indonezyjskiej wiemy jednak wciąż stosunkowo niewiele.

Znamy i jemy często coś z tamtej strony świata, nie ustajemy jednak w poszukiwaniach czegoś wciąż nowego. Lub raczej takiego, które łączyłoby najlepsze cechy z menu różnych dalekowschodnich krajów.
Taka może być kuchnia indonezyjska. Od wieków mieli tu swoje przyzwyczajenia, a tu jeszcze przyjechali Arabowie, Chińczycy i Hindusi i dorzucili swoje, niemniej „wybuchowe”, pomysły.
Proponujemy więc  
Ziemniaki po indonezyjsku


Ryż i fasola na sztandarze


gallo pinto przepis

To czym karmią się w Nikaragui, to oczywiście kuchnia południowoamerykańska z wszelkimi jej cechami. Ma elementy wspólne za innymi kuchniami regionu, ale i dorobiła się własnych znaków firmowych. Inna sprawa, że o autorstwo niektórych z nich toczy spór z sąsiadami... 

Typowi Nicos (jak tam mówią o sobie) , często jadają w Comedorach, czyli lokalnych barach. Może nawet nie być menu, ale jest smacznie, szybko i świeżo. Dostajemy tam papu na stół, na którym spoczywa słoik z kolorową zawartością. Jest to chillera. W środku znajdziemy różnorodne marynowane warzywa, uczciwie ostre. Tak więc nawet jeżeli wybierzemy jakiś mdły posiłek, to go ubarwi. Ogniem. Spróbujcie gallo pinto.

Niby po hindusku, a to nasze


sałatka ziemniaczana po nepalsku
Takie już z nas jakieś niespokojne duchy w kuchni, że prawie nic nie robimy „po prostu”. Zawsze coś chcemy zmieniać, kombinować, udziwniać. A najlepiej dodać jakiś „secret ingredient”, czyli sekretny składnik. Często bywa w takiej roli używana przez nas kozieradka.
Brzmi swojsko, nie? A ta roślinka z rodziny bobowatych ma jeszcze inne ciekawe nazwy: fenegryka, greckie siano, kozioroźnik, boża trawka. No i jak się okazuje, pochodzi z obszarów nam bliższych, bo nie tylko z Azji, i to tej środkowej, ale też z Europy Wschodniej. Choć smakowo - no nie da się ukryć - kojarzy się kuchnią hinduską.
dal makhani
Dal Makhani wyjaśniają jako Maślany dal. Sam dal oznacza fasolę, ale też najwyraźniej soczewicę i inne strączkow produkty (za ewentualną poprawkę będziemy wdzięczni). Ta zaś wersja wywodzi się z kuchni Pendżabu. W Delhi najwyraźniej dodali jej własny akcent.

Do zrobienia Delhi Dal Makhani skłoniła nas chęć pokombinowania z pewnym popularnym surowcem oraz pewne szybkie zakupy. Choć lista składników jest długa, robota nie jest specjalnie trudna, a efekt smaczny i „wygodny w użyciu”. Przepis na Dal Makhani.



Drobiazgi spod Kwitnącej Wiśni


Naszła nas ochota, aby zabrać się za coś z naprawdę innej bajki. Coś, czym zajmujemy się rzadko, a co jest smakowite, zdrowe, jednocześnie w miarę proste. Czas na kuchnię japońską.

To naprawdę daleki kierunek, tak na mapie, jak i pod względem idei kulinarnych.
Nie jest przy tym ekstremalnie szokujący, jak inne propozycje z Dalekiego Wschodu, czy krajów głębokiego południa. Cukrzone pijawki, mózgi małpy, węże, psy – to nie tutaj. Za to znajdziesz takie rzeczy jak yakitori.




Intrygowała mnie od dawna nazwa „jambalaya”. Brzmi bowiem egzotycznie i melodyjnie, zapowiada więc na pewno atrakcyjną potrawę... i chyba robioną z jakimś karaibskim luzem. No i tak jest w rzeczywistości, ale sama idea wydaje się skądś już znana.

Moje pierwsze zetknięcie z jambalayą było dość dziwaczne, żeby nie powiedzieć odstręczające. Pamiętacie film „Pani Doubtifre”? Co prawda powstał w epoce trochę starszej młodzieży, ale zasłużoną popularnością cieszy się do dziś. No i pewnie do dziś sympatia wielu widzów pozostaje po stronie postaci (a właściwie dwóch postaci) granej przez nieodżałowanego Robina Williamsa. Dlatego kiedy elegancki goguś grany przez Pierce'a Brosnana zakrztusił się jambalayą, to życzyłem mu, aby już się nie odkrztusił. Przeczytajcie przepis na ten specjał.


_______________________________________________________________________________



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz