czwartek, 10 maja 2018

Takie małe, obślizgłe...

- Wszystko, tylko nie robaki! - zastrzegają się nasi goście ze Starego Kraju, którym próbujemy serwować coś z dziedziny seafood. Właściwie nie wiedzieć czemu. Przecież to jest takie czyste i pełne białka... A małżyki, to jedna z tańszych opcji i bardzo łatwych do przyrządzenia.


małże w sosie winnym
Nie pamiętam kiedy, bo musiało być to już bardzo dawno temu, zakochałem się we wszystkim co pływa. Ewentualnie pełza, byle na dnie morza. Cóż, są też stworzenia na dnie naszych jezior i rzek, ale trudniej je pozyskać i szczerze mówiąc nie znam smaku szczeżui, ani też minoga.
Natomiast co się da wyciągnąć z morza – pożeram. Za mną poszła Ania. Swoje na pewno zrobiła wizyta w Kompanii Piwnej w danym Hotelu Garnizonowym w Krakowie. Tak, to tam, gdzie piszą na ścianie w toalecie „Gościom z obecnej stolicy uprzejmie przypominamy, że istnieje możliwość umycia rąk”.

Robią co robią, Warszawa może tego lokalu nie lubi, ale to nie problem, bo o miejsce tu i tak trudno. A to m.in. dlatego, że co chwilę tu jakieś promocje. I np. w jeden dzień tygodnia można zamówić garniec wspaniałych małży. Do tego zaś przydałby się świeżutki chlebuś, aby do końca wytrzeć talerz z sosu, który pozostaje, kiedy już spożyjemy główną treść potrawy.

Tak, umieją nasi przyrządzać te żyjątka, nie wiedzieć czemu – wszak to nie u nas łowi się tego na tony – i ta cecha, co ostatnio odkryliśmy, pozostaje przy naszych kucharzach gdziekolwiek oni się nie objawią. Ostatnio w pewnym schowanym w cieniu lokalu w północnym Korfu, spotkaliśmy chefa, który urodził się już na Bałkanach i chyba tylko mama jest z Polski. Ale mówią o nim wciąż „polski kucharz”. I on tak robi te muszle, że człowiek aż się oblizuje. A kiedy go nie ma w pracy (każdy musi mieć dzień wolny) to po prostu nie podają. Wolą nie zaniżać poziomu.

Robiliśmy małże nieraz. To nie jest bardzo trudne zadanie. Ale chyba ilość składników, czas gotowania – detale, grają rolę. No i to skąd te składniki są. To co świeże i prosto z wiejskiego ogródka, bije na głowę plastikowe składniki z brytyjskiego marketu i te uprawiane według wskazówek i miary Unii Europejskiej.
Tak więc kupcie najpierw dobrą bagietkę – aby wytrzeć sos – później resztę tych składników, oby z jak najlepszego źródła, i do roboty!

Małże w winnym sosie

Składniki: siatka małży (taki rozmiar jak z marketu), szklanka białego wina, pół pęczka (może być i cały - zależy jaki duży) zielonej pietruszki, ząbek czosnku, 1 biała cebula, kostka rosołowa, oliwa, masło, pół szklanki śmietany. 
Wykonanie. Wiadomo, że najlepsze i najsmaczniejsze są produkty świeże. Ale pod koniec dnia małże często dostaniecie w lokalnym markecie za pół ceny. Bierzcie je śmiało. Wyrzućcie tylko to co otwarte. Reszta jest dobra i nikogo nie otruje. Nikt wam w UK świadomie trucizny nie sprzeda...
Przygotujcie duży rondel albo woka – ja preferuję tą drugą opcję.
Muszle trzeba wyszorować, zeskrobać narośla i oderwać tzw, bisior. Cebulę i czosnek posiekać. Pietruszkę umyć i również posiekać. Do naczynia wlać trochę oliwy poddusić cebulę, dodać masło. Wlać wino, dodać pietruszkę (trochę zostawić do dekoracji), rosołek. Dodać małże i gotować pod przykryciem przez 5 - 6 minut na dużym ogniu, aż mule się otworzą.  Zestawić z ognia, wyrzucić mule, które się nie otworzyły. Posypać pozostałą natką i zaraz podawać.
Smacznego!

Wpis gościnny - Jac

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz