niedziela, 28 stycznia 2018

Po katalońsku na słodko



Tak, wiemy, że te rzeczy nie są zbyt zdrowe, a przede wszystkim tuczą. Ale któż z nas nie lubi słodkich deserów? Chyba od czasu do czasu można sobie pozwolić na umiarkowaną porcję czegoś z najwyższej półki.

przepis na crema catalana
Właśnie – nie więcej niż porcję. W naszej tradycji kulinarnej mamy bowiem zwyczaj produkowania tego dużo, i wystawiania na stół od razu wszystkiego. Jak np. na weselach, kiedy pojawiają się pokłady ciast, które mało kto tknie (za wyjątkiem obowiązkowego torta) i później spełniają rolę prezentu na drogę dla gości.
Są tymczasem  desery, które przygotowuje się do podania „na teraz” i podaje w pojedynczych porcjach – jak każde inne danie.

Weźmy taki jeden, na który natrafiliśmy tutaj, w Wielkiej Brytanii. Pewnie dlatego, że krem kataloński jest punktem obowiązkowym każdej hiszpańskiej restauracji zagranicą, nawet gdyby nie specjalizowała się ona właśnie w kuchni katalońskiej.
Popularny (popularna?) „Crema catalana” nazywany jest też czasami „Crema de Sant Josep” czyli Krem Świętego Józefa. A to dlatego, że zgodnie z pewnym zwyczajem, powinien być przygotowywany szczególnie 19 marca, w dniu świętego Józefa, który jest także Dniem Ojca.
Wielu wyczuje zaraz jego podobieństwo do francuskiego „Creme brulè”. Oczywiście Katalończycy twierdzą, że to ich deser jest pierwowzorem swojego francuskiego odpowiednika. I zdaje się, że mają rację, bo receptura na ten cymes podawany w żaroodpornych miseczkach widnieje już w najważniejszych średniowiecznych książkach kulinarnych, jak np. w manuskrypcie „Llibre de Sent Soví” spisanym w 1324 roku w języku katalońskim.

Według legendy natomiast w XIX wieku odwiedził Katalonię pewien francuski biskup, dla którego przygotowano słodki deser, który jednakże niezbyt się udał. Był zbyt rzadki i miejscowi kucharze, nie mając już czasu na przygotowanie czegoś innego postanowili zagęścić go poprzez podgrzanie, a na jego wierzchu utworzyli „kołderkę” karmelizowanego cukru.
Gdy gorący jeszcze krem podano biskupowi ten sparzył sobie język i krzyknął: „Quema!” („Parzy!”), co po francusku brzmi właśnie „brulè” i stąd wzięła się nazwa francuskiego deseru „Creme brulè”.
No to kończmy wyjaśnienia, bo roboty jest sporo.

Krem kataloński

Składniki: 2 i pół szklanki słodkiej śmietany, 2 szklanki mleka, cukier waniliowy, laska cynamonu,
skórka z cytryny, skórka z pomarańczy, 6 żółtek, 4 łyżki białego cukru, 3 łyżki brązowego cukru (trzcinowego).
Wykonanie. Podgrzać śmietanę, mleko, cukier waniliowy, cynamon i skórki z cytryny i pomarańczy. Doprowadzić do zagotowania, wyjąć skórki i cynamon. W miseczce wymieszać żółtka z białym cukrem, po czym wlać do nich delikatnie zagotowane mleko ze śmietaną cały czas mieszając. Powstała na wierzchu pianę zebrać. Nagrzać piekarnik do 140 stopni. Przelać krem foremek lub miseczek, przykryć folią aluminiową a następnie włożyć do wysokiej blachy napełnionej do połowy wodą. Całość wstawić do piekarnika na pół godziny. Wyjąć z piekarnika, ostudzić i wstawić do lodówki na dwie godziny. Po tym czasie wyjąć z lodówki, posypać cukrem trzcinowym i powrotem wstawić do piekarnika nastawionego go grillowanie - tak, aby cukier mógł stopnieć i stać się twardą, karmelową „kołderką” na powierzchni kremu.
Przestudzić i serwować.
Smacznego!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz