wtorek, 27 listopada 2018

Prawie danie głodu


Niedawna podróż kazała nam spojrzeć na użycie owoców morza w kuchni z innej strony. To wcale nie musi być bardzo drogi luksus. Ba, wręcz może to być opcja oszczędnościowa naszego żywienia. Trzeba tylko odpowiednio dobrać składniki, no i przekonać się do użycia tego, co w naszej kuchni trochę nietypowe.

owoce morza
Oczywiście najłatwiej będzie o takie podejście na wakacjach, gdzieś na południu; chociaż korzystając z brytyjskich zasobów też da się coś pokombinować. Nie tak, jak wynikałoby z położenia tego kraju, co prawda. Wszak jest on otoczony morzem, w którym różnych jadalnych stworzeń nie brakuje. Powinno być tego mnóstwo i w przystępnych cenach. Tak jednak nie jest. Nawet zwykła ryba kosztuje swoje. Makrela wędzona, którą kiedyś w głębi polskiego lądu kupowaliśmy również dlatego, bo tak było oszczędniej, tutaj jest rarytasem.

Inna sprawa, że Brytyjczycy wydają się mieć ograniczony smak i inwencję jeżeli chodzi o produkty pochodzenia morskiego, czy w ogóle wodnego. Owszem, popularna jest ryba z frytkami. Ale jaka ryba? Często nie wiedzą, jaki gatunek jedzą. No po prostu ryba. Pojedziecie gdzieś nad morze, a tam w menu znów „Fish and Chips”. To nie to co choćby w takiej Polsce, gdzie menu obejmujące przede wszystkim smażone ryby właśnie, stanowi długą listę. Nie mówiąc już o restauracjach podających ryby słodkowodne. Szczerze mówiąc, takich tutaj nie spotkaliśmy.

A jednak coś do kupienia jest i nawet oferta naszego lokalnego hipermarketu daje nam pole do popisu. Zwłaszcza, że ten produkt raz dwa nadaje się do przeceny i można go kupić bardzo przystępnie. Np. takie małże. My zaś w ten sposób zaopatrywaliśmy się w świeżą ośmiornicę.

No ale naprawdę możemy poszaleć, kiedy podczas wakacji znajdziemy się np. w hiszpańskim markecie. Jego oferta w porównaniu z tym co mamy tutaj, wygląda jak ogród zoologiczny naprzeciw domowego akwarium. Dzieci nas ciągnęły na to stoisko, aby pooglądać „zwierzątka”. Pierwszy raz chyba widziały trochę straszną z wyglądu żabnicę, czy też miecznika w całości. Nie mówiąc o tylu gatunkach skorupiaków, czy mięczaków zgromadzonych w jednym miejscu.  I w ten sektor właśnie celujemy. Jako że „clams” cenę miały bardzo przystępną, a dostępne są i w UK. A przede wszystkim pasowały do przepisu, który tam znaleźliśmy. Był on na tyle prosty, że pozwalał wykonać coś jakby „danie głodu” - czyli poza muszlami wykorzystywał składniki dostępne w naszej ubogiej (choć specyficznej) wakacyjnej lodówce, z paroma dodatkami.

Hiszpańska potrawka z małżami

Składniki: 50 g chorizo, oliwa, 1 cebula, 1-2 ząbki czosnku, pęczek zielonej pietruszki, 200 ml bulionu (najlepiej warzywno-rybny), puszka siekanych pomidorów, puszka grochu „jaśka”, łyżka octu z sherry, 600 g małży w muszlach, sól, pieprz, bagietka.
Wykonanie. Małże umyć. Kiełbasę pokroić w kostkę, cebulę i czosnek posiekać. Pietruszkę pokroić w połowie drobno, a w połowie na większe kawałki (ew. całe liście). Podsmażyć chorizo, po chwili dodać cebulę i zeszklić. Wsypać czosnek i drobno posiekaną część pietruszki – na minutę. Wlać bulion, pomidory, podgotować kilka minut. Dodać grochy i ocet. Gotować odkryte 10 minut. Wsypać małże, przykryć i dusić 2-4 minut, czasami potrząsając garnkiem. Kiedy wszystkie muszle się otwarły, doprawić i posypać resztą pietruszki. Podawać z bagietką.
Smacznego!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz